niedziela, 27 września 2015
wtorek, 22 września 2015
O niedyskretnych pytaniach
Mały szok kulturowy wynika z tego, że w Polsce nie mówi się o pieniądzach; w zasadzie pytanie "ile zarabiasz?" jest równie niedyskretne od kolegi jak i przyszłego pracodawcy. Tutaj jest inaczej.
Szukając pracy czy nowego mieszkania dość szybko zapytają cię o zarobki. To nie jest żadną tajemnicą i firma po prostu nie może ci zabronić rozmów na ten temat. Podobnie zresztą jak w Polsce, tyle że wiele polskich korporacji lubuje się w tworzeniu aury "tajemniczości" pensji. Po pierwsze: Polacy są zawistni, co może rodzić trudne relacje w biurze, po drugie: gdy ktoś się dowie, że zarabia najmniej w dziale, dość szybko przyjdzie po podwyżkę. Tutaj pytanie o zarobki od wynajmującego, bądź przyszłej firmy jest bardzo na miejscu.
Wynajmujący chce się upewnić, czy będzie cię stać na dane mieszkanie. Firmy chcą wiedzieć, ile obecnie zarabiasz aby ocenić ile mogą tobie zaproponować. W pracy umysłowej obowiązuje tu niepisana zasada, że nowy pracodawca daje więcej, niż stary. Z drugiej strony pracodawca porównując zarobki kandydata do mediany w danym mieście może określić niejako poziom pracownika w kontekście swojej firmy. Jeśli Smith w swojej pierwszej pracy jako programista, w np. Edynburgu, dostał 30 tysięcy rocznie, to musi być niebywale dobry. Co gorsza, potem podczas interview pada drugie i trudniejsze taktycznie pytanie: ile chciałbyś u nas zarabiać?
piątek, 4 września 2015
piątek, 28 sierpnia 2015
Jak zrobić whisky z wody?
sobota, 22 sierpnia 2015
Opony na wynos i w dowozie
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
e-Bóg
Szkoci, jako ekstremalnie pragmatyczny naród, potrafi znaleźć rozwiązania najtrudniejszych problemów. Dziś : e-Bóg.
Masz potrzebę modlitwy, a musisz pędzić do pracy? Nie ma sprawy! Kościół episkopalny w Edynburgu, w dzielnicy Canonmills, ma świetną ofertę. Piszesz SMSa z intencją swojej modlitwy, a oni zrobią resztę za Ciebie. Ciekawe, czy bitcoinami można dawać na tacę.
wtorek, 9 czerwca 2015
Szkot na obczyźnie też jest Twoim przyjacielem
Wakacje w Londynie. W hostelu gdzieś dobiega mnie silnie szkocki akcent. Coś między Glasgow a Edynburgiem, musi być "nasiejszy". Nazajutrz spotykamy się w kuchni hostelowej, gdzie nieznajomy wita mnie "awright buddy?". Od słowa do słowa, okazuje się że nieznajomy to Jordan, Szkot mieszkający obecnie w Londynie. Rozmowa się rozkręca i okazuje się, że Jordan nie tylko się urodził w Edynburgu, ale w dodatku na tej samej dzielnicy, gdzie mieszkam. Jest nuta porozumienia. Przyjaznośc Szkotów nie ma granic. Zupełnie serio, są to ludzie bardzo skorzy do rozmów i interakcji, jeśli tylko rozmówca umie podołać ich akcentowi. Może dlatego tak chętnie podejmują rozmowę, bo niewielu ją odwzajemnia?
W rozmowie pyta, co już udało się tutaj zobaczyć i jakie są ogólne wrażenia, więc wspominam że cały wczorajszy dzień minął pod znakiem Camden Town. To ogromne londyńskie targowisko, gdzie można kupić wszystko od galanterii skórzanej poprzez hiszpańską Paellę przygotowywaną na miejscu kończąc na produktach New Age. To ostatnie określenie wywołało sporo zamieszania. Jordan wspomniał, że on wie, że tutaj można kupić zioła New Age, nawet więcej: on niebawem jedzie do domu rodzinnego i chce mamie przywieźć trochę środka "na dobry sen". Historia się rozkręca, bo okazuje się że Jordan jest działaczem społecznym typu streetwalker, pracuje na ulicy z uzależnionymi. Wspomniał, że jego mama przez całe jego dzieciństwo mówiła "Trzymaj się z dala od narkotyków!", a ostatnio gdy do niej przyjechał to paliła marihuanę. Na dobry sen.
Historia robi się coraz śmieszniejsza. Facet z Edynburga poznany w Londynie, który wyciąga ludzi z narkomanii, ma mamę palącą trawę do snu i niebawem jedzie na Camden Town po "zioła". Pytam, czy te zioła są skuteczne. Mówi, że są świetne, że śpi się po nich szybko i głęboko. Jakoże zależałoby mi mieć coś takiego u siebie w domu - jeżeli to jest legalne i ogólnodostępne - więc podpytuję o detale. Jordan, z racji że oboje jesteśmy ze Szkocji, traktuje mnie jak przyjaciela i proponuje że mi wieczorem przyniesie trochę "na próbę". Po czym szybko dodaje: "A próbowałeś kiedyś kwasu? [LSD] Bo wiesz, na początku możesz mieć trochę halucynacji i wrażenia jak po kwasie". Takie tam.. ziołolecznictwo po szkocku. Każdy Szkot, nawet na obczyźnie, podzieli się z Tobą najlepszym, czym ma



